Pieniny

Dodano: 12th listopada 2013

Udostępnij


Pewnego październikowego weekendu, Negatywni w składzie Jankes (Bogusław Świątek), Forest (Rafał Foryś) i Joker (Rafał Kuczek) wybrali się w Pieniny. Do wycieczki dołączył Bartek Dubiel, coraz częstszy towarzysz naszych wypadów.

Plan był prosty: wyjazd w około 12stej, po przyjeździe wyjście spokojnym marszem na słynące z niesamowitych zamglonych widoków Trzy Korony, fotografowanie zachodu, orzeszek, pigwa, orzeszek, kolacja w hotelu pod gwiazdami, wygodne legowisko gdzieś na ławce, pobudka 1,5 godziny przed wschodem, śniadanko + ciepła herbata, fotografowanie wschodu, powrót do domu (na jeszcze ciepły rosołek)

Niestety już po godzinie jazdy okazało się, że tak prosto nie będzie.
Nowy Sącz tego dnia był totalnie zakorkowany. Kierowaliśmy się na taki szybki objazd na Nowy Targ. Jednak krótko po skręceniu z głównej drogi w kierunku centrum, zaczął się korek. Podjęliśmy szybką decyzję o powrocie na starą trasę . Szczęśliwi, że udało się szybko uciec chwilę później, bo po przejechaniu kilometra zatrzymał nas kolejny gigantyczny korek.
Okazało się, że drogowcy w samo południe (w sobotę) zajęli się usuwaniem asfaltu z mostu nad Popradem (pomiędzy Starym a Nowym Sączem).
Powodowało to duże korki w całym mieście. W owym korku staliśmy około 40 minut, nerwowo spoglądając na zegarki oraz wysłuchując czarnych myśli Foresta, który co 5 minut powtarzał, że nie ma takiej możliwości abyśmy dali radę dotrzeć na szczyt przed zachodem.
Po dotarciu na parking docelowy okazało się, że damy rady dotrzeć na czas, ale nie było mowy o spokojnym marszu. Trzeba było iść przynajmniej normalnym tempem, ale trucht byłby bardziej wskazany w obecnej sytuacji. Biorąc pod uwagę ciężar plecaków (ok 15-17 kg sztuka) oraz, że nie każdy “zabrał” ze sobą kondycję, było to dosyć wymagające zadanie.

Po kilkudziesięciu minutach marszobiegu okazało się, że Forestowi buty “zjadają” pięty, a nikt nie miał odpowiednich plastrów. Zanim dotarliśmy na szczyt, były już całkowicie załatwione (skóra została w skarpecie). Forest pomimo bólu powoli idzie do przodu i po kilku minutach melduje się na platformie.

Po uzupełnieniu płynów poprawiających stabilizację i wyostrzających wzrok oraz uszczelnieniu ubioru zabraliśmy się za rozstawianie statywów i aparatów. W oczekiwaniu za wieczorne show, każdy zajął się poszukiwaniem potencjalnych kadrów. Po kilkunastu minutach wszyscy byli już zajęci zapełnianiem kart pamięci w swoich aparatach nowymi kadrami.

Wymarzonego show oczywiście nie było, bo ktoś wygadał się pogodzie gdzie się wybieramy a ona skutecznie zniweczyła nasze plany na mega foty.
O zejściu do Krościenka nie było mowy jedyny rozsądny w tym momencie kierunek to „Hotel pod gwiazdami” którego obsługa „Forest” zafundowała nam rosołek przetrwania i napoje ogrzewające.

O 4:40 rozdzwoniły się budziki w telefonach. Wszyscy wstali w miarę wypoczęci i nawet nie zmarznięci (na nasze szczęście nie było ujemnej temperatury). Po poskładaniu rzeczy, każdy a szef hotelowej kuchni Forest przygotowaniem gorącej herbatki.

Sielską atmosferę przerywają błyski lampek czołowych gdzieś poniżej w lesie. Ktoś, tak samo jak my chce fotografować wschód słońca z Trzech Koron. W niecałą minutę wszyscy z plecakami na plecach byli gotowi do powrotu na platformę. Nie jest ona wielka, i zmieści się na niej tylko kilka osób.

Udało się. Dotarliśmy pierwsi. Ale pojawił się kolejny “problem”.
Po raz kolejny pogoda była tam przed nami rozpędzając wszelkie mgiełki tym samym niwecząc nasze plany.
Dzień wcześniej była ładna mgiełka (wzdłuż Dunajca do samej Szczawnicy). Ale to było dzień wcześniej. Pewnie było za ciepło zarówno w dzień jak i w nocy. Do tego ciepły wiatr od strony Tatr. Gdzieś tam odrobinkę od strony jeziora Czorsztyńskiego coś mgiełki się ulało i tyle. Przejrzystość powietrza też pozostawiała wiele do życzenia.

Podsumowując, wyjazd należy uznać za średnio udany. A co nam się udało uchwycić prezentuje poniższa galeria.

i kilka zdjęć z backstage